Historia wielkiego powrotu Baczewskiego do Polski - cz. 2

Historia wielkiego powrotu Baczewskiego do Polski - cz. 2

Opublikowany

Wyborowa, Starka, Żubrówka - czy te marki były zawsze "markami"? Skąd się wzięły? Jak wyglądało przedwojenne portfolio Baczewskiego? I w końcu jako to jest z tą "polskością" alkoholowych brandów? O tym wszystkim przeczytacie poniżej, w drugiej części wywiadu z Pawłem Gorczycą, który pełni funkcję Dyrektora Zarządzającego w J.A. Baczewski

Co dalej z Baczewskim? Niedawno w sklepach pojawiła się wasza whisky. Skąd pomysł, aby właśnie ten trunek wprowadzić na nasz rynek? Czy whisky Baczewskiego jest dostępne gdzieś poza Polską?

Już mówię. My generalnie mamy taką strategię - przywracanie po kolei przedwojennego portfolio, tego z lat 30-tych. Wtedy dokładnie było 123 pozycji w cenniku Baczewskiego.  Starki, żubrówki, jarzębiak, wiśniówki, rum, gin, whisky, koniak. To tak jakby Baczewscy produkowali pełen asortyment dostępnych alkoholi w tamtych czasach. Tequili nie było, ale ona zdobyła chyba popularność w końcówce XX wieku.  Baczewski to była firma, która miała największą fabrykę wódek i likierów na świecie, mieli tam wspaniałą technologię, kilka pokoleń doświadczenia, więc produkowali wszystko, co można było produkować. Z różnych składników, z żyta, jęczmienia, słodu, ziemniaków, część importowali. Przykładem jest np. rum, który był importowany z Jamajki i butelkowany w fabryce. Za to gin już sami robili. Najchętniej to byśmy powrócili ze starką, ale problem jest taki…
Cennik z 1936 roku

Cennik z 1936 roku

Że starka już jest...

Dokładnie. W tym szemranym procesie nacjonalizacji fabryk wódki a później prywatyzacji Polmosów, które przecież  należały do prywatnych rodzin przed wojną powstało dużo zamieszania z markami. Przed wojną Baczewscy produkowali np. Żubrówkę, co dziś jest niemożliwe. Fabryki w Bielsku, Kantorowicza w Łodzi czy Kasprowicza w Poznaniu zostały znacjonalizowane po 1945 roku. Produkowano tam dalej przedwojenne marki, takie jak Wyborowa, Luksusowa, Żubrówka, czy wspomniana Starka. Później w ramach prywatyzacji Polmosów zostały one w drodze licytacji przypisane do konkretnych zakładów. A przecież historycznie chodziło o coś zupełnie innego. Wódka Wyborowa to po prostu gatunek wódki - dwukrotny destylat. Wódka Luksusowa - trzykrotny destylat. Żubrówka - nalew na trawę żubrową. Starka - starzona wódka. Wiśniówki z dziwnego powodu nie zrobiono marką. Bazując na tej logice wiśniówka powinna też być marką, jak Gorzka Żołądkowa. Czym się różni wiśniówka od Żubrówki? To jest nalew na wiśnie, a to nalew na trawę żubrową. I nagle z jakiegoś powodu zrobiono ze Starki nie gatunek, tylko markę, którą przejął Polmos Szczecin. W tym momencie nie możemy produkować, ani Żubrówki w Polsce, ani wódki Krupnik, gatunku wódki na miodzie. Nie możemy tego produkować, bo Krupnik to jest teraz marka, należąca do grupy Marie Brizard.

Paradoksalnie za to możemy produkować whisky, o ile spełnia się pewne kryteria z komponentów, z czego to jest zrobione, czasu leżakowania i warunków produkcji. W oparciu o to jak przed wojną produkowaliśmy Old Polish Whisky, teraz robimy Whisky Baczewski. Tyle że nie możemy jej nazwać Polish Whisky, bo trunek powstaje w naszym zakładzie w Wiedniu. Natomiast whisky ma polskie serce. W końcu Baczewski to są Polacy produkujący na emigracji. W dzisiejszych czasach jest to bardziej skomplikowane, niż by się mogło wydawać. Taka wódka jak Żubrówka należy do Rosjan, jest produkowana w Polsce, ale w 100% właścicielami są Rosjanie. Wódka Wyborowa jest produkowana w Polsce, ale należy w 100% do francuskiego koncernu. Niemiecki samochód Volkswagen jest montowany w Poznaniu, ale czy on jest polskim samochodem?

A wam nie zarzuca się tego, że nie jesteście polską marką?

Oczywiście, że tak. Zresztą jako dygresję mogę powiedzieć, że przecież ta firma przez dobre 90% swojego działania była formalnie nie polską, tylko austriacką, bo Polski nie było przez 123 lata. W tym samym okresie kiedy firma została założona, Polska zniknęła z mapy, Lwów wszedł w część Austro-Węgier i podatki wędrowały do Wiednia przez ponad 120 lat. Dokumentacja prowadzona była po niemiecku. Lwów, to nie był Lwów tylko Lemberg i ten okres rozwoju i prosperity Lwowa, to wcale nie jest wyłącznie zasługą Polaków, ale tam mieszkało mnóstwo Ukraińców, Żydów, Austriaków, Węgrów i wiele innych narodowości. To był taki wielki kocioł i on polski tak naprawdę to był w latach 1918-1939. Potem weszli tam Sowieci, potem Niemcy, potem znów Sowieci, ale właściciele czują się Polakami, nazwiska mają Polskie, tylko żyją i produkują na emigracji. No więc jak ktoś mówi, że to jest podróbka to mnie trochę krew zalewa.

Przyznam, że przed rozmową zwróciłem na to uwagę, że przy niemal każdym wpisie w mediach społecznościowym pojawiają się komentarze dotyczące polskości marki Baczewski.

No tak, bo jeśli ktoś nie zna tej historii i w sklepie zobaczy, że wyprodukowano w Austrii, to nie rozumiejąc kontekstu historycznego, myśli że to jest jakaś podróbka typu Vodka Gorbatschov, co brzmi rosyjsko, ale na pewno nie jest rosyjskie. Czy wódka Smirnoff, która z Rosją nie ma nic wspólnego. To jest amerykańska korporacja, która w niektórych krajach nawet procesuje się  ze Smirnowami. A my? Tak jest historycznie. Fabryki nie da się ot tak przenieść po prostu. Łatwo jest powiedzieć, napisać na fejsie: “to przenieście produkcję do Polski”, ale my nie jesteśmy taką korporacją, co ma 30 fabryk i 31-szą sobie otworzy w Meksyku a w Polsce otworzy kolejną montownię. Tylko to jest prawdziwy zakład, tak jak w Irlandii istnieją destylarnie od iluś pokoleń i ciężko by ją było przenieść gdzie indziej. Dostawcy są stali, zespół ludzi, którzy już któreś pokolenie tam pracują. Pewnie najfajniej byłoby, gdyby we Lwowie można było odzyskać i otworzyć fabrykę, ale to jest Ukraina teraz.

Ludzie mówią “Wróćcie do Polski”, a my “Dokąd?”. Do Lwowa, to mówię, że to przecież jest Ukraina, no to dużo Lwowian jest we Wrocławiu. Ale to przecież było kiedyś niemieckie miasto. Tam nie było żadnych polskich destylarni przecież przed wojną. No to jakiś Polmos kupcie! To ja mówię - jak kupujesz Polmos to jest technologia z lat 70-tych, 80-tych, związki zawodowe i kiepska jakość i morale. To nie jest produkt, polegający na tym, że szukamy najtańszego miejsca do produkowania, tylko bezkompromisowa jakość.

Dalsza część wywiadu pojawi się na blogu już wkrótce, a poniżej znajdziecie pierwszą część wywiadu.

Historia wielkiego powrotu Baczewskiego do Polski cz. 1

Niewiele jest marek do których mam taki sentyment jak do Baczewskiego. Łączy w sobie skomplikowaną historię naszego kraju, Lwów i wysokiej jakości mocny alkohol – wszystko co lubię najbardziej. A mimo to, jest to przecież produkt na naszym rynku całkiem nowy. Wojenne perypetie sprawiły, że ta królująca niegdyś nad Wisłą marka zniknęła na wiele dziesiątek lat. Za jej powrót na nasz rynek odpowiedzialny jest Paweł Gorczyca, który dziś pełni funkcję Dyrektora Zarządzającego na Europę i którym udało nam się porozmawiać o historii marki, o komunikacji wokół niej i po prostu o alkoholu. 

Opublikowany 11 miesięcy

z PR bez krawatów

Tadeusz Faliszewski - Kieliszek czystej wódki

Udostępnij

Powiązane artykuły
Wielki powrót Baczewskiego - część trzecia

temu

Czy droższa znaczy lepsza? Skąd biorą się ceny wódki z klasy premium? Jak wykorzystać historię w komunikacji? O tym wszystkim w ostatniej części rozmowy z Pawłem Gorczycą, Dyrektorem Zarządzającym w J.A. Baczewski.
Bądź jak Winston, czyli 4 lekcje dla PR-owców z filmu „Czas mroku”

temu

Winston Churchill to jeden z najciekawszych i najwybitniejszych polityków w historii świata. Debiutujący ostatnio w kinach film „Czas mroku”, przybliża jego sylwetkę w jednym z najtrudniejszych momentów w jego karierze, czyli w chwili objęcia po raz pierwszy urzędu premiera Zjednoczonego Królestwa, w samym środku wojennej zawieruchy. I choć o filmie już wiele powiedziano, zwłaszcza ze względu na genialną rolę Garego Oldmana, to w tym wpisie chcemy powiedzieć o kilku rzeczach, których jak PR-owcy możemy się nauczyć od Winstona Churchilla.
Anty-trendy, czyli 8 rzeczy, których jako PR-owcy będziemy robić mniej w 2018 roku

temu

Trendy w marketingu na nadchodzący rok opisały już wszystkie, znacznie mądrzejsze ode mnie głowy i niczego nowego w tej materii nie wymyślę. Skupiłem się zatem na rzeczach, które, mam nadzieję, będą coraz rzadziej elementem naszej pracy w public relations, ponieważ są coraz mniej skuteczne. Poniższe 8 punktów to trochę wishful thinking, ale kto wie?
PR-owa sztuka gryzienia się w język

temu

Używając terminologii piłkarskiej, pracę PR-owca porównać często można do roli stopera na boisku. Dlaczego umieszczamy specjalistę od Public Relations właśnie na obronie? Nie dlatego, że zarzucamy brak kreatywności naszym kolegom i koleżankom z branży, ale dlatego, że dział PR-u powinien być ostatnią instancją zdrowego rozsądku, która potrafi powiedzieć: „stop, nie idźmy tą drogą” i uratować markę przed potencjalnym kryzysem.