Wszystkie pytania, jakie chcieliście zadać freelancerowi w PR

Wszystkie pytania, jakie chcieliście zadać freelancerowi w PR

Opublikowany

„Po co pracować dla kogoś? Sam przecież zarobię więcej. Chociaż z drugiej strony, znaleźć klienta nie jest tak łatwo, konkurencja duża”. Założę się, że większość z nas ma takie myśli na pewnym etapie swojej kariery w public relations czy marketingu. Jak to jest naprawdę z pracą na własny rachunek opowiedział mi Michał Wrzosek, który już od 8 lat pracuje jako freelancer, a do tego ma własny PR-owy sturtup.

Kiedy warto przejść na własny rachunek?

Zanim będziemy chcieli stworzyć firmę PR czy przejść na freelance trzeba spokojnie usiąść i odpowiedzieć sobie samemu, czy jestem osobą, która jest w stanie samodzielnie pozyskiwać i prowadzić klientów? Czy mam wystarczającą wiedzę, doświadczenie i potencjał w sobie, żeby dostarczyć im to, czego potrzebują? Na pewno nie powinno się zaczynać całkowicie od zera.

W podręcznikach przeczytamy, że jeśli planuje się przejść na swoje, to można to zrobić, kiedy od początku ma się 2 pewnych klientów. To jednak tylko teoria.  Taka sytuacja też nie daje stabilizacji, o której w zasadzie należy zapomnieć zaczynając samemu od zera. W ciągu pół roku, z przyczyn niezależnych od siebie można wspomnianych klientów stracić. I co wtedy? Właśnie dlatego trzeba cały czas budować grupę potencjalnych leadów, rozglądać się za nowymi możliwościami współpracy.

Dlaczego zdecydowałeś się na startup w PR?

Pomysł dojrzewał we mnie w trakcie pracy zawodowej. To była kwestia ambicji, trochę sprawdzenia się, chęci pracowania na własny rachunek. Freelance czy budowanie nowej firmy w PR jest też naturalną drogą, jeśli planuje się wprowadzenie na rynek czegoś nowego. Oczywiście, można założyć agencję, ale w takim wypadku często trzeba mieć także wspólników, większy kapitał na początku…

Gdy wrzuciłem na facebooka ogłoszenie, że szukam freelancerów, zgłosiło się do mnie kilkadziesiąt osób. Nie wszystkim dałem radę nawet odpisać (wybaczcie!). Czy to oznacza, że rynek freelancerski jest duży?

Wydaje mi się, że jest nas, freelancerów, w Polsce całkiem dużo. Zleceń  też nie brakuje, chociaż oczywiście jest ich czasem więcej, a czasem mniej. Wiele osób przechodzi na własną działalność w PR po pracy w dziennikarstwie. Część dorabia sobie po godzinach spędzonych na etacie. Co ciekawe, są  też eksperci z wieloletnim doświadczeniem, którzy byli wspólnikami lub właścicielami agencji, ale zdecydowali się pracować jako freelancerzy.
Mam jednak niestety wrażenie, że freelancerów w public relations traktuje się trochę jak „rzemieślników”, którzy przyjdą, coś tam zaproponują, zrobią, ale nie do końca wiadomo, czy można im zaufać. Zdarza się, że klienci wykorzystują swoją pozycję „silniejszego”. Zlecają freelancerom duże projekty, np. przygotowanie strategii komunikacji. Później dziękują za współpracę, a naszą strategię realizują sami lub zlecają agencji.

A otrzymujecie za taką pracę wynagrodzenie?

Zazwyczaj nie. To tak jak z przetargami agencyjnymi. Przygotowują ofertę zgodnie z briefem, ale wygrywa tylko jedna z nich, albo żadna. Problem w tym, że agencje na to stać, a dla freelancera albo małej firmy PR przygotowanie rozbudowanej oferty to bardzo duży nakład pracy i czasu.

Czyli klienci jednak bardziej ufają agencjom PR, niż freelancerom?

Nie do końca. Mam wrażenie, że agencje public relations w Polsce przeżywają kryzys zaufania. Kiedy rozmawiam z prezesami spółek, czy menadżerami PR w korporacjach, to wielu z nich powtarza, że często zawodzą się na znanych agencjach. To szansa dla freelancerów i małych firm.  Dobra reputacja i wiarygodność mogą im pomóc w przejęciu klienta właśnie od dużej agencji.

Co takiego ma freelancer PR, czego nie ma duża agencja? W czym macie przewagę?

Freelancer na pewno będzie pracował bardziej intensywnie, z większym zaangażowaniem. Może skupić się na mniejszej liczbie klientów niż agencja i jest od nich bardziej uzależniony. W związku z tym, będzie im bardziej oddany i zaangażowany. Często słyszę od klientów, że lepiej im się pracuje z freelancerem lub butikową firmą PR niż z wielką agencją reklamową, dla której jest się tylko jednym z kilkudziesięciu klientów.  Poza tym, freelancerzy są bardziej uparci w dążeniu do celu i osiąganiu dobrych efektów. Agencja może w każdej chwili powiedzieć „STOP -  tego już w ramach naszego fee nie zrobimy”.

Jak długo firmy współpracują z freelancerami – to są raczej krótkie, projektowe współprace, czy zdarzają się długoterminowe kontrakty?

Pół na pół. Wyzwaniem jest natomiast stałe poszerzanie tej puli długoterminowych klientów ;)

Czy jako freelancer lepiej się specjalizować w jednej branży, żeby zostać w niej ekspertem, czy rozwijać swoje kompetencje szeroko?

Zdecydowanie lepsze jest szerokie podejście i wychodzenie poza swoją branże. Po pierwsze,  życie nas do tego zmusi. Kontrakty często zabraniają nam pracy dla innych firm z tego samego sektora. Nawet jeśli jesteśmy świetnymi ekspertami, możemy pracować tylko dla jednego klienta… Po drugie, PR-owcy powinni mieć otwartą głowę i zdobywać różnorodną wiedzę. To bardzo pomaga. Media relations w retail i w transporcie to dwie zupełnie inne rzeczy. Pomysły z jednego sektora można z powodzeniem wykorzystać w innym. Trzeba mieć jednak do tego otwartą głowę.

Mam wrażenie, że freelancerzy pracują głównie dla MŚP. Duże korporacje wymagają jednak obsługi ze strony agencji?

Tak, jest taka zależność, że pracuje się głównie dla mniejszych klientów, a wielkie korporacje wybierają agencje. Nie jest to jednak reguła! Są sytuacje, które ten obraz zmieniają.

Dlaczego freelancerzy prawie w ogóle nie promują się w mediach branżowych?

Bo nie mają na to czasu ;) Agencje mają zdecydowanie większe możliwości autopromocji w mediach branżowych. Natomiast we freelancie zdecydowanie ważniejsze od ogólnego wizerunku są rekomendacje i marketing bezpośredni. Właśnie dlatego skupiamy się mocniej na budowaniu relacji niż na wizerunku w mediach.

Masz jakieś złote rady dla początkujących freelancerów?

Bardzo dużo czytać, śledzić co się dzieje w sektorze, w którym pracujemy lub chcielibyśmy zaistnieć. Nawet jeśli aktualnie nie mamy w nim klienta ani leadów. Rozpoznawać grupy interesariuszy, organizacje branżowe.
Robię dokładnie tak samo -  śledzę niektóre branże, mimo że kompletnie nie mam w nich klientów, ale czuję, że to przyszłość, że mają potencjał. Freelancer musi być ze wszystkim na bieżąco i mieć oczy dookoła głowy.
Nie oszukujmy się. Bycie feelancerem w PR to naprawdę dużo pracy ;) Nie jest to etatowe 8 godzin, bliżej 10 czy 11, chociaż pamiętajmy, że 20-30% to jest działalność czysto formalna – urzędy, księgowość...

Jakie są wady pracy w małym zespole?

Wydaje mi się, że szczególnie w branży kreatywnej, jaką jest PR, dużym wyzwaniem jest to, że jesteśmy sami. Najciekawsze pomysły powstają jednak w grupie. Gdy nad wszystkim pracujesz sam, ciężko o świeżość umysłu, o nabranie dystansu, co znacznie utrudnia pracę kreatywną. Na szczęście zdarza się, ze freelancerzy łączą się w grupy i wspólnie opracowują strategię, pomysły itp.

Brzmisz trochę, jakbyś żałował swojej zmiany zawodowej

Nie, nie żałuję. Nauczyłem się masy rzeczy, poznałem mnóstwo świetnych ludzi. Finansowo też lepiej na tym wychodzę, nie ma co ukrywać. Świetna sprawa ;)

Udostępnij

Powiązane artykuły
Prasa nie zginie tak szybko, jakbyście tego chcieli!

temu

Śmierć prasy zapowiedziana była już tyle razy, że sama zainteresowana chyba dziwi się, że jeszcze żyje. A moim zdaniem jeszcze długo będziemy kupować prasę, musi się tylko trochę zmienić.
Why We Write – czyli o co chodzi z tym blogiem

temu

Wyobraźcie sobie czerwcowy, ciepły wieczór, kilka butelek whisky, The Black Keys w głośnikach. W takich właśnie okolicznościach powstają najlepsze pomysły, a raczej w takich powstają pomysły, które wydają się być najlepsze na świecie. W naszym przypadku jednak jedna z ta
Dlaczego nie warto stosować clickbaitów w PR i content marketingu

temu

Przeglądając nasze newsfeedy często trafiamy na tytuły, którym po prostu nie możemy się oprzeć. „Lewandowski znowu TO zrobił”, „Niesamowite! ON TEŻ TO MA!”, "Nie uwierzysz, co znana piosenkarka miała pod sukienką…". Musimy kliknąć.  Czy skoro media cały czas sięgają po clickbaity, to czy  warto wykorzystywać je w naszych działaniach public relations? Czy może nie  opłaca się rozczarowywać naszych odbiorców kolejnym, obiecującym za dużo, tytułem?
Mistrzowie drugiego planu - czy PR jest na wymarciu?

temu

Czasem zastanawiam się jak to się stało, że trafiłem akurat do komunikacji, a konkretnie do PR-u. Kiedy zaczynałem pierwsze PR-owe projekty, miałem pewne, zupełnie złudne wyobrażenie na temat tej branży, które wynikało z braku rozeznania i po części z amerykańskich przekazów zawartych w filmach i serialach. Dziś, po kilku latach weryfikacji, mogę powiedzieć jedno - nie jest najlepiej. Prawda jest taka, że opinia na temat PR-u jest kiepska. Niewiele osób wie czym my właściwie się zajmujemy i po co to robimy. Najczęściej spotykany kontekst związany z PR-em w mediach to "czarny PR". Sami sobie kręcimy sznur na szyję. Ale dlaczego tak właściwie musi być?

Mistrzowie drugiego planu - czy PR jest na wymarciu?

Czasem zastanawiam się jak to się stało, że trafiłem akurat do komunikacji, a konkretnie do PR-u. Kiedy zaczynałem pierwsze PR-owe projekty, miałem pewne, zupełnie złudne wyobrażenie na temat tej branży, które wynikało z braku rozeznania i po części z amerykańskich przekazów zawartych w filmach i serialach. Dziś, po kilku latach weryfikacji, mogę powiedzieć jedno - nie jest najlepiej. Prawda jest taka, że opinia na temat PR-u jest kiepska. Niewiele osób wie czym my właściwie się zajmujemy i po co to robimy. Najczęściej spotykany kontekst związany z PR-em w mediach to "czarny PR". Sami sobie kręcimy sznur na szyję. Ale dlaczego tak właściwie musi być?