Prosty język, głupcze

Prosty język, głupcze

Opublikowany

Bootstrapping, pivot, skalowanie, redundancja, disruptive – to tylko kilka przykładów słów, które należą do specjalistycznego żargonu branży skupiającej się na rozwiązaniach z działu nowych technologii. Takim słowniczkiem może pochwalić się niemal każde środowisko biznesowe i w zasadzie nic w tym złego, dopóki wszyscy wiedzą o co chodzi. Kiedy jednak „branżowe słowa” przebijają się do przekazów marketingowych, to może zwiastować komunikacyjną katastrofę.

Choć truizmem jest stwierdzenie, że każdy z nas jest inny, to zdarza się, że marketerzy potrafią o tym o dziwo zapominać. Praca w branży związanej np. z udostępnianiem rozwiązań chmurowych po jakimś czasie w naturalny sposób wpływa na to w jaki sposób rozmawiamy ze współpracownikami, ale zdarza się, że nasze przyzwyczajenia językowe czasem ujawniają się również podczas codziennych rozmów. Właśnie wtedy możemy spotkać się ze zdziwionymi spojrzeniami i pytaniem „ale o czym ty właściwie mówisz?”. Łatwo zapomnieć o tym, że nie wszyscy znają się tak dobrze na tym czym się zajmujemy. Dlatego też komunikacja marketingowa powinna zawsze opierać się na podstawowej zasadzie: „pamiętaj do kogo mówisz”.
giphy
Giphy
To co nam wydaje się proste, niekoniecznie będzie proste i zrozumiałe dla konsumenta, dlatego przy tworzeniu komunikatów zawsze powinniśmy wejść na moment w jego skórę i używać dokładnie takiego języka jaki jest dla niego zrozumiały. Bardzo pomocne przy ustalaniu strategii komunikacji i kluczowych przekazów jest stworzenie profilu osoby, do której chcemy trafić. Taki model „buyer persony” oparty na informacjach dotyczących co czyta, czym się interesuje, jakie ma wykształcenie itd. nasz potencjalny klient, może nam dać konkretną wskazówkę na temat tego jakim językiem do niego mówić tak aby nasza marka była zrozumiana.
A co jeśli grupa docelowa jest bardzo szeroka? W takim przypadku stawiajmy na prostotę przekazu jeszcze bardziej. Przy szerokiej grupie docelowej musimy z góry założyć, że część z odbiorców może mieć problem ze zrozumieniem bardziej złożonych komunikatów, zwłaszcza jeśli dotyczą np. specyfikacji technicznych. Dlatego aby nie wykluczać części konsumentów warto postawić na proste rozwiązania – w końcu taki przekaz będzie zrozumiały również dla bardziej zaawansowanych przedstawicieli grupy docelowej.
giphy
Giphy
Podczas tworzenia haseł, komunikatów, tekstów związanych z promowaną przez nas marką pamiętajmy zawsze do kogo chcemy trafić i jak dostosować do niego stosowany przez nas język. W końcu to co wychodzi spod naszych klawiatur nie powstaje tylko dla nas i nam podobnym, a przynajmniej nie powinno.

Udostępnij

Powiązane artykuły
Why We Write – czyli o co chodzi z tym blogiem

temu

Wyobraźcie sobie czerwcowy, ciepły wieczór, kilka butelek whisky, The Black Keys w głośnikach. W takich właśnie okolicznościach powstają najlepsze pomysły, a raczej w takich powstają pomysły, które wydają się być najlepsze na świecie. W naszym przypadku jednak jedna z ta
Jak nie dać się "wypalić"?

temu

Ten wpis będzie nieco inny od tych, które piszę z reguły. Tym razem nie mam żadnej kolejnej spektakularnej kampanii do omówienia, nowych PR-owych poradników, narzędzi i w ogóle niczego w tym stylu. Tym razem chciałem żebyśmy pogadali o czymś, co w branży kreatywnej (zapewne nie tylko) często się zdarza – wypalenie. Jak się przed nim ustrzec? Gdzie szukać inspiracji?
Anty-trendy, czyli 8 rzeczy, których jako PR-owcy będziemy robić mniej w 2018 roku

temu

Trendy w marketingu na nadchodzący rok opisały już wszystkie, znacznie mądrzejsze ode mnie głowy i niczego nowego w tej materii nie wymyślę. Skupiłem się zatem na rzeczach, które, mam nadzieję, będą coraz rzadziej elementem naszej pracy w public relations, ponieważ są coraz mniej skuteczne. Poniższe 8 punktów to trochę wishful thinking, ale kto wie?
Co się sprzedaje w Święta? 5 produktów, które powinny zadbać o świąteczną komunikację

temu

Święta, czyli rodzina, zima, choinka, karp/barszcz/zupa grzybowa i… prezenty. Nie oszukujmy się – Święta Bożego Narodzenia to prawdziwa zmora dla naszego portfela. Na prezenty i świąteczne zakupy wydajemy coraz więcej. Według najnowszych badań firmy Deloitte w 2017 roku na prezenty w sumie wydamy około 451 złotych, co stanowi 51 procent całego przeciętnego świątecznego budżetu. Z tego 42 procent pieniędzy, czyli około 190 złotych, Polacy pozostawią w sklepach internetowych. Taki ruch oznacza na rynku jedno: prawdziwe żniwa produktów, które idealnie pasują na prezent. No dobra, a co w takim razie sprzedaje się najlepiej?