Jak nie dać się "wypalić"?

Jak nie dać się "wypalić"?

Ten wpis będzie nieco inny od tych, które piszę z reguły. Tym razem nie mam żadnej kolejnej spektakularnej kampanii do omówienia, nowych PR-owych poradników, narzędzi i w ogóle niczego w tym stylu. Tym razem chciałem żebyśmy pogadali o czymś, co w branży kreatywnej (zapewne nie tylko) często się zdarza – wypalenie. Jak się przed nim ustrzec? Gdzie szukać inspiracji?

Anegdotka na początek, potwierdzająca to, jak często uczucie wypalenia zdarza się w życiu. Kończąc lead tego tekstu usłyszałem od Roberta głośne: „Nie chce mi się Marcin!”.
Wracając do meritum. Za chwilę zaczyna się jesień. Może za oknami wciąż ciepło, ale w budżetach marketingowych zaczyna się mocne trzęsienie ziemi charakterystyczne dla tego okresu roku, w którym liście lubią spadać z drzew. Szkolenia, wystąpienia, artykuły, wystąpienia, informacje prasowe i oczywiście wszystko na wczoraj, albo najpóźniej na jutro.
 W tym całym kotle łatwo trafić na ścianę i w końcu znaleźć się w sytuacji, w której mimo tego, że do napisania jest tekst na okrągłe 12 tys. znaków, to kursor w Wordzie stoi jak zahipnotyzowany. Kto tak miał ręka do góry! Możecie opuścić i tak przecież Was nie widzę. Sam ostatnio wpadłem w podobny stan. Nasz blog funkcjonuje od dwóch lat. O branży piszemy, a rozmawiamy sporo dłużej. W pewnym momencie poczułem, że nie wiem o czym pisać, że tematy przestają same przychodzić do głowy. Jakie są moje sposoby na to, żeby wyjść z takiego twórczego impasu?

Pogódź się z sytuacją

To że nam się nie chce, że nie mamy pomysłu jest totalnie normalne. Serio. Nasza praca wymaga od nas ciągłego kreatywnego myślenia, wychodzenia poza ramy, szukania nowych rozwiązań. To bywa męczące. Jednak najgorsze co możemy zrobić to samobiczowanie się i szukanie na siłę przełamania w momencie wypalenia. Ok, może nam się uda podnieść szybko i iść jak  przecinak znów przez jakiś czas, ale czy warto? Jaka może być tego cena za kilka lat? Zniżka formy jest naturalna, jesteśmy tylko ludźmi.

Nabierz dystansu

Może to trochę strzał w stopę, ale przyznam się Wam, że staram się unikać czytania branżowych książek. Blogów i artykułów czasem też. To nie jest tak, że ich nie lubię, nie szanuję i że w ogóle omijam je szerokim łukiem. Nie. Moim sposobem na wypalenie często jest odcięcie się na jakiś czas i szukanie inspiracji w czymś zupełnie innym, np. w kulturze. Zarówno Robert, jak i ja pisaliśmy na blogu np. o motywach z filmów, które mogą nas dużo nauczyć w pracy w branży marketingowej. Serio tak jest! Czasem warto odłożyć na bok chęć ciągłej edukacji branżowej i nakarmić mózg czymś innym. Zapewniam, że będzie Ci wdzięczny.

Może czas coś zmienić?

Zmiany wydają się być radykalnym rozwiązaniem. Prawda jest jednak taka, że np. zmiana pracy potrafi mega napędzić na jakiś czas. Nie trzeba jednak zmieniać „fabryki” od razu. Może akurat wystarczy zmiana projektu? Może jakaś zmiana w tym jak pracujesz na co dzień? Może warto zrobić coś fajnego po pracy? Czasem nawet małe rzeczy potrafią mieć kluczowe znaczenie i być tym języczkiem u wagi.
Oczywiście wszystko o czym piszę to wyłącznie moje osobiste, subiektywne zestawienie „motywatorów”. Twoje mogą być zupełnie inne, może lubisz słuchać coachów (pls powiedz, że nie), może wystarczy Ci weekendowy reset w Pawilonach, może wszystkie problemy rozwiązuje siłka albo bieganie. Może być też tak, że nigdy nie masz problemów z pracą kreatywną i w połowie tego tekstu zacząłeś wołać „Pacz szwagier co oni tu wypisują! Ja jak robiłem w agencji jako account to pracowałem po 26 godzin dziennie za 30 złotych na cały rok”. Gratuluję! Prawda jest jednak taka, że nie każdy radzi sobie tak świetnie. A my zbyt często staramy się udawać, że wszystko jest ok, dusząc się w swoim stresie i poczuciu wypalenia.

Jeśli jednak Twoje objawy się nasilają i od dłuższego czasu masz problemy z motywacją w pracy, najlepszym rozwiązaniem będzie konsultacja ze specjalistą. Wypalenie zawodowe to poważny problem psychologiczny, który może skończyć się depresją. Pamiętajcie o tym.

Dbajcie o siebie!


Powiązane artykuły
Prosty język, głupcze

Bootstrapping, pivot, skalowanie, redundancja, disruptive – to tylko kilka przykładów słów, które należą do specjalistycznego żargonu branży skupiającej się na rozwiązaniach z działu nowych technologii. Takim słowniczkiem może pochwalić się niemal każde środowisko biznesowe i w zasadzie nic w tym złego, dopóki wszyscy wiedzą o co chodzi. Kiedy jednak „branżowe słowa” przebijają się do przekazów marketingowych, to może zwiastować komunikacyjną katastrofę.
Co się sprzedaje w Święta? 5 produktów, które powinny zadbać o świąteczną komunikację

Święta, czyli rodzina, zima, choinka, karp/barszcz/zupa grzybowa i… prezenty. Nie oszukujmy się – Święta Bożego Narodzenia to prawdziwa zmora dla naszego portfela. Na prezenty i świąteczne zakupy wydajemy coraz więcej. Według najnowszych badań firmy Deloitte w 2017 roku na prezenty w sumie wydamy około 451 złotych, co stanowi 51 procent całego przeciętnego świątecznego budżetu. Z tego 42 procent pieniędzy, czyli około 190 złotych, Polacy pozostawią w sklepach internetowych. Taki ruch oznacza na rynku jedno: prawdziwe żniwa produktów, które idealnie pasują na prezent. No dobra, a co w takim razie sprzedaje się najlepiej?
Why We Write – czyli o co chodzi z tym blogiem

Wyobraźcie sobie czerwcowy, ciepły wieczór, kilka butelek whisky, The Black Keys w głośnikach. W takich właśnie okolicznościach powstają najlepsze pomysły, a raczej w takich powstają pomysły, które wydają się być najlepsze na świecie. W naszym przypadku jednak jedna z ta
PR dla NGO'sów? Ale jak to? Wywiad z Propsy PR

Specjalizacja to przyszłość. Również w PR-ze. Coraz cześciej małe agencje specjalizujące się w wąskiej dziedzinie podgryzają PR-owych gigantów. Czy podobnie będzie w tym przypadku? I jak to jest tak właściwie z PR-em dla NGO'sów? Przed Wami wywiad z Anią i Bartkiem z Propsy PR.
Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.