Jak Prowly sprawiło, że postanowiłem stworzyć nowe stanowisko w mojej agencji PR.

Jak Prowly sprawiło, że postanowiłem stworzyć nowe stanowisko w mojej agencji PR.

wpis w: Felietony | 2

No dobra, nie mam jeszcze firmy (jeszcze!), ale gdy już taką założę, będę szukał elementów, którymi wyróżnię się na niezwykle konkurencyjnym polskim rynku agencji public relations. Raport Prowly „Zapomnij o AVE. Mierz PR na poważnie!” przekonał mnie, że warto w agencji mieć kogoś, kto będzie profesjonalnie mierzył efekty naszych działań i umiejętnie „sprzedawał” (i wyjaśniał!) je klientowi.

Całkowicie zgadzam się z tezami zawartymi w raporcie. AVE to przestarzały, nieefektywny, a przede wszystkim niemiarodajny wskaźnik mierzenia naszej pracy. Public relations się zmienia, media ewoluują, korzystamy z nowych platform, narzędzi, a nasi odbiorcy zupełnie inaczej konsumują treści niż jeszcze kilka lat temu. A AVE jak było, tak jest. Niestety.

Trzeba to zmienić!

Prowly w swoim raporcie przedstawia kilka modeli mierzenia efektywności komunikacji. Jednak, wbrew pozorom, nie są one takie proste. Szeroki zakres narzędzi, z których korzystamy, sprawia, że powinniśmy wykorzystać wiele różnych wskaźników. Zanim zaczniemy z nich korzystać, musimy pokonać kilka barier.

  • Brak czasu – PR to bardzo często praca 24/7. Zaletą AVE było to, że platformy do monitorowania mediów szybko nam je wyliczały. Wystarczyło wkleić wskaźnik w raport, wyróżnić (jeśli wynik był dobry…) i dokument gotowy. Lepsze raportowanie, oparte nie tylko na AVE = więcej czasu, którego  nie mamy.

  • Tania siła robocza – w wielu agencjach raporty medialne i analizy przygotowywane są przez stażystów lub asystentów. Ich doświadczenie z pewnością pozwoli na szybkie przygotowanie clippingów, wyliczenie AVE i napisanie krótkiej analizy jakościowej, którą potem w 10 minut poprawi menadżer. Większość z nich nie będzie jednak w stanie przygotować zaawansowanych raportów uwzględniających kilkanaście różnych wskaźników i modeli.

  • Klienci nie zrozumieją – wyciągnięcie wniosków z nowych modeli mierzenia efektywności może okazać się trudne dla wielu klientów, dla których najważniejsze jest pokazanie efektywności kosztowej (AVE świetnie się do tego nadawało). Potrzebna jest odpowiednia edukacja.

  • Klienci nie chcą – część z nich nie lubi zmian, a że „global” czy „HQ” chce raporty w AVE, to zostańmy przy AVE. Po co utrudniać sobie życie?

  • PR-owiec człowiekiem renesansu – już teraz specjalista ds. PR musi znać się na kilkunastu różnych rzeczach (oprócz samej komunikacji). Skomplikowanie raportowania efektów public relations to zrzucenie na nasze barki kolejnej niezbędnej umiejętności.

Koniec marudzenia. Rozwiązanie jest proste.

Wystarczy zatrudnić specjalistę ds. raportowania, który będzie odpowiedzialny za przygotowywanie wszystkich raportów i analiz dla klientów agencji. Rozwiązuje wszystkie nasze problemy.

  • Będzie miał odpowiednią wiedzę, żeby przygotować merytoryczny raport medialny dotyczący przeróżnych kanałów komunikacyjnych.

  • PR-owcy zajmą się PR-em, a nie raportowaniem – od tego będzie nasz specjalista. Zyskają także więcej czasu.

  • Będzie miał odpowiednie kompetencje, żeby wytłumaczyć klientom, na czym polegają nowe modele.

  • Przekona ich, że PR to efektywne, a przede wszystkim mierzalne narzędzie komunikacji.

  • Rozwinięty model raportowania efektów może być także ciekawym elementem oferty NBD.

The last but not least.

Jeśli większość agencji zacznie stosować nowe metody mierzenia efektywności działań PR, pozycja naszej branży względem marketingu czy reklamy znacznie się wzmocni. Nikt nam już nie zarzuci, że PR jest „niemierzalny”.  Także, do dzieła! 

2 Odpowiedzi

  1. „Wystarczy zatrudnić specjalistę ds. raportowania (…)”

    Przepraszam, czy dobrze zrozumiałem – w tytule sugerujesz, że stworzyłeś nowe stanowisko w firmie, której nie masz? Czyli „zrobiłeś” to tylko hipotetycznie, nie biorąc pod uwagę wszystkich kosztów z tym związanych? I uznałeś, że to najlepsze rozwiązanie? xDD

    • Zrobiłem zestawienie czasu, jaki znani mi PR-owcy poświęcają na raportowanie klientowi. Przy zespole składającym się z 5 lub więcej osób, czas ten jest równoznaczny z jednym nowym etatem. Mogę odebrać im to zadanie, przeznaczyć komuś innemu, kto zrobi to lepiej, a nowe zasoby w postaci dodatkowego czasu PR-owców przeznaczyć na rozwój biznesu.

      To inwestycja, nie koszt 😉

Zostaw Komentarz