Jak daliśmy się wszyscy zwariować? – kilka słów o wszechobecnych „kryzysach”

Jak daliśmy się wszyscy zwariować? – kilka słów o wszechobecnych „kryzysach”

wpis w: Felietony | 0

To będzie tekst o kryzysach, ale nie o markach, public relations czy reklamie. Tym razem porozmawiajmy o drugiej stronie. Spróbujmy przez chwilę zastanowić się nad tym, jak my – konsumenci – zaczynamy wywoływać niepotrzebne kryzysy, jak doszukujemy się wszędzie karygodnych działań marek, byle tylko im dokopać, zhejtować albo zbojkotować.

Współczuję wszystkim PR-owcom, marketingowcom czy social media ninja. Jedno głupie słowo w naszej kampanii i możemy zostać posądzeni o szowinizm, komunizm, faszyzm, wspieranie jednej lub drugiej opcji politycznej, seksizm, antysemityzm i tysiące innych „izmów”. Musimy być hiperpoprawni politycznie i społecznie. Czasem nawet najmniejsze odejście od standardów sprawi, że spotka nas krytyka ze strony internautów.

Jako konsumenci zagubiliśmy gdzieś dystans do reklamy. Wystarczy, że marka lekko zaryzykuje ze swoim przekazem i od razu chcemy ją bojkotować, a najlepiej zwolnić cały dział marketingu i PR. Czy naprawdę „kryzysy w social media” są tak ważne, że jako konsumenci ciągle musimy interweniować i nawoływać do porzucenia danej marki? Nie śpimy po nocach, bo „ktoś myli się w internecie”?

Dlaczego ludzie nie chcą biec w Maratonie Warszawskim?

W ciągu ostatnich kilku dni przez internet przelało się kilka dużych kryzysów. Słusznie oberwało PGE i Tiger. Jednak nie do końca zrozumiałem dlaczego internauci i biegacze ruszyli z falą krytyki na Maraton Warszawski. Na fanpage eventu pojawiła się informacja o pozyskaniu patronatu prezydenta Andrzeja Dudy. Wiele osób stwierdziło, że w takim wypadku nie bierze udziału w biegu, lub że żałuje wpłacenia już pieniędzy za pakiet startowy. Inni uznali, że nie zgadzają się, żeby upolityczniać imprezy sportowe – chyba nie wiedzieli, że wcześniej przez 3 lata patronat nad PZU Maratonem Warszawskim miał Bronisław Komorowski.

UWAGA – w żaden sposób nie chce wchodzić w kwestie polityczne. W dalszej części tekstu przejdziemy na lewą stronę 😉 Chcę natomiast zwrócić uwagę na pewien negatywny trend wśród konsumentów, którzy wszędzie szukają kryzysów i skandali, a krytykowanie za jakiekolwiek działanie stało się chlebem powszednim.

Jako marketingowiec powiem tak – co w tym dziwnego, że prezydent obejmuje patronatem imprezę, której głównym sponsorem jest spółka skarbu państwa? Nieważne czy to Andrzej Duda, Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski.

Natomiast jako konsument – czy to rzeczywiście jest takie ważne? Maraton to impreza sportowa i w żaden sposób nie jest powiązana politycznie. Patronat głowy państwa zwiększa jej prestiż i prawdopodobnie, do pewnego stopnia, pozwala przyciągnąć hojniejszych sponsorów, znane nazwiska biegaczy i media z innych krajów. Jako jedna z osób startujących w biegu mogę tylko na tym zyskać. Dzięki temu impreza organizacyjnie może być na wyższym poziomie.

Kryzys, wszędzie kryzys

Zastanawiam się, czy jako konsumenci nie zaczynamy szukać kryzysów tam, gdzie ich nie ma? Bo skrytykować w internecie jest modnie i przyjemnie? Night Runners idealnie skomentowali kryzys Maratonu Warszawskiego: „czy nie lepiej wybiegać te złe emocje?”. Jednocześnie, czy fakt, że jeden z członków zarządu jakiejś firmy działa w organizacji antyaborcyjnej lub jest wyznawcą innej niż nasza religii wystarczy do nawoływania do bojkotowania marki? Myślę, że większość z nas zgodzi się, że przedsiębiorstwa powinny być neutralne światopoglądowo i nie zatrudniać ludzi bazując na ich poglądach politycznych, orientacji seksualnej czy religii. Czy w takim wypadku nie stajemy się hipokrytami krytykując markę za to, że w swoich szeregach ma kogoś o danych poglądach?

Opamiętajmy się!

Krytyka w sieci i wybuchające w związku z nią kryzysy są ważne. To forma społecznej kontroli nad działalnością marek oraz organizacji. Zastanówmy się jednak, czy jeśli będziemy zmuszali firmy do przepraszania i „zarządzania kryzysem” w przypadku nawet najmniejszych potknięć, często niezależnych od nich, to, paradoksalnie, nasz głos w sieci nie stanie się słabszy? Kryzysy spowszednieją, marki przestaną się nimi przejmować a nasza siła wpływania na ich działalność stanie się zerowa? Wtedy nikt już nie przejmie się sytuacjami, które naprawdę będą wymagały „kryzysu”, rozumianego jako sprzeciwu społecznego. 

Krytykujemy, hejtujmy, nawołujmy do bojkotu zawsze, gdy jest to uzasadnione, a nie wtedy, gdy jest ku temu okazja. Zawsze znajdziemy jakiś powód, ale czy czasem nie lepiej przymknąć oko, zaśmiać się i wyjść pobiegać? Nie dajmy się zwariować (czy jest już za późno?).

Zostaw Komentarz